Menu

Wybory to gra z szulerem

21 października 2018 - AKTUALNOŚCI, KOMENTARZE
KBednarz_wieczor

KRZYSZTOF BEDNARZ

Dziś dzień wyborów. To chwila wolności dla zwykłych ludzi, którzy na co dzień nie mają nic do powiedzenia. Wydaje się, że chociaż przez ten moment lud ma władze i wybiera swoich przedstawicieli na całą kadencję, po to, żeby potem kilka lat spędzić na łasce i nie łasce „wybrańców”. Ale czy, aby na pewno dany obywatelom wybór jest wolny?

Przyzwyczailiśmy się, że w większości ci „wybrańcy” zaraz po uzyskaniu mandatu lub funkcji odwracają się od tych którzy im zaufali. To nie żadna wada systemu, tylko natury współczesnego człowieka. Jakiś czas temu Janusz Korwin Mikke przekonywał, że demokratyczne wybory są głupie, ponieważ głosują w nich ludzie ubodzy, niewykształceni i niezorientowani w polityce. Niestety dziś zidiocenie bardzo poważnie dotyka też ludzi wykształconych i dobrze uposażonych. Widać to najlepiej na portalach społecznościowych w internecie, jak często miałka jest świadomość i sympatie klasy średniej oraz inteligencji.

Kandydaci fałszywych pozorów

No cóż o gustach, nawet tych politycznych, się nie dyskutuje. Jak mówi powiedzenie, każda potwora znajdzie swojego amatora. Ludzie głosowali i będą głosować na kandydatów którzy tylko obiecują, rzucają puste hasła, zaklejają całe słupy swoim plakatami czy też umieszczają je gdzie się tylko da, jak np. jedna z kandydatek w Kędzierzynie-Koźlu rozwieszająca plakaty na drzewach. I to właśnie ci sami kandydaci gorąco zachęcają do głosowania. Zewsząd płynie agitacja, aby iść na wybory, że lud wolną wolę też ma. Raz na cztery lata, a teraz już tylko na pięć, ale jednak ma.

Szkoda, że kandydaci zachęcając do głosowania trzymają w tajemnicy przed wyborcami całą tę koszmarną kuchnię polityczną. Żeby było jasne ja też nie zamierzam zniechęcać do głosowania. Chciałbym tylko, aby każdy kto idzie do wyborów pamiętał, że wielu ludzi, którzy dziś ubiega się o głosy ukrywa swoje prawdziwe oblicza pod maską pozorów i fałszywej elegancji. Całe mnóstwo z nich chce mandatów, ale nie po to, żeby działać na rzecz lokalnej społeczności. Motywem najczęściej są pieniądze, władza, splendor, układy, itp. Mówiąc wprost: oni nie chcą służyć społeczeństwu, ale na nim pasożytować.

Zwierz pogrzebany w mediach

A co na to wszystko demokracja? Przecież nawet najgorszy system posiada wbudowane mechanizmy obronne, aby się nie rozsypać pod naporem negatywnych wpływów. Popatrzmy jak np. skutecznie potrafi ludzki organizm bronić się przed pasożytami, wirusami i zmutowanymi własnymi komórkami. Więc gdzie leży pies pogrzebany w tej naszej demokracji? Ano w mediach. To one sprawują funkcję kontrolną nad trójcą władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Stąd wzięło się potoczne nazywanie mediów czwartą władzą. Ogólnie i teoretycznie wszystko pasuje. Media są i informują, ale jak to zwykle bywa diabeł czai się w szczegółach. W systemie jest luka, brak odpowiedzi na pytanie: jak media skutecznie uczynić niezależnymi? Prawdopodobnie kwestię tę system pozostawił etyce i sumieniu ludzi tworzących massmedia.

Istnieje powszechne przekonanie, że dziennikarz to jest jednostka wyjątkowa. Przecież to zawód niezwykle odpowiedzialny. Robotnik, inteligent czy nawet polityk może zachowywać się jak zwierze. Ale nie dziennikarz. On powinien być prawdziwym, odpowiedzialnym człowiekiem, który po ludzku odróżnia się od zwierza: świadomością, rozumem i co najważniejsze wolną wolą. Jednak w praktyce ten „biedny” dziennikarz, ogarnięty najczęściej bytowym lękiem, nie ma nawet tej wolności szarego człowieka raz na cztery lata.

Wolny wybór to złudzenie

O ile zaufanie do polityków jest ograniczone, to dziennikarzom wierzy większość społeczeństwa. To media kształtują nastoje i wyborcze sympatie ludu. Dlatego zepsuty polityk, poseł, radny czy urzędnik nie może zaszkodzić społeczeństwu tyle co zniewolony i tchórzliwy dziennikarz. Skutki jego działania są fatalne, bo to on ukrywa przed społeczeństwem wstydliwą prawdę o elitach władzy. A tam gdzie nie ma prawdy żaden wolny wybór nie istnieje i jest zwykłym złudzeniem. Jest jak gra w pokera z szulerem, rozgrywka której nie sposób wygrać.
Sytuacja jednak nie jest beznadziejna, bo system, choć już nie ten demokratyczny, posiada mechanizm obronny przed samozepsuciem. Kiedyś ten oszukiwany gracz traci cierpliwość i wywraca stolik z kartami. To się wtedy nazywa rewolucja, która niestety ma najczęściej wiele wspólnego z upadkiem. Ale to już historia na inną opowieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *